Sobota, 18 stycznia 2014
Kalisz Pomorski - Próchnowo
No to wybraliśmy się na kolejny dwudniowy wypad, tym razem w okolice Szczecinka... wiedziałem, że będzie biało i zimno, ale nie myślałem, że aż tak biało, dlatego na kolcach z przodu jechała tylko Wanda, a ja... a jakoś to będzie ;) no i było... kilka razy musiałem tego dnia teleportować się z lecącego roweru, w tym raz nie zdążyłem... trasa raczej ciężka, im dalej tym gorzej, ale co nas nie zabije to nas wzmocni, przynajmniej temperatura pierwszego dnia oscylowała w okolicach zera :)
Zamek i jego białe otoczenie w Kaliszu Pomorskim...


miejscowy Pan Ogórek :)


po drodze na plażę ;)

ten czarny asfalt, to incydentalnie występował... a te białe krajobrazy dookoła były z nami wszędzie...



takie klimaty towarzyszyły nam przez cały dzień...

po płytach z wyżłobieniami, to się akurat super jechało, nie to co latem...


korzystaliśmy z wszelkich możliwych śladów, np. po traktorze były idealne - dla mnie, bo rower jakoś trzymał się drogi... rozwiązaniem było też jechanie po nie przetartym jeszcze śniegu...


w lesie pełno było śladów zwierzyny...

Mirosławiec


a w tym hotelu musimy kiedyś przenocować... republika wyobraźni... :)

no i zobaczyliśmy też Żubry... szkoda że tylko te dwa podczas całego wyjazdu...

niby ciężka trasa, ale... ;)




okazało się, że kolce na oponie to całkiem niezły mechanizm czyszczący z wszelkiego syfu, u mnie nie był zainstalowany...


Wycieczkę zakończyliśmy w Próchnowie, gdzie spaliśmy w agroturystyce Gościnna Zagroda - no może z agro to zbyt wiele wspólnego nie miała, ale była za to bardzo cicho i spokojnie... w miarę schludnie i czysto, choć pod prysznicem nie za przyjemnie... jednak cena 30 zł za osobę była jak najbardziej adekwatna :) a że byliśmy zmęczeni, to przynajmniej się wyspaliśmy, tym bardziej że "najlepsze" dopiero przed nami :)
trasa
Zamek i jego białe otoczenie w Kaliszu Pomorskim...

miejscowy Pan Ogórek :)


po drodze na plażę ;)

ten czarny asfalt, to incydentalnie występował... a te białe krajobrazy dookoła były z nami wszędzie...



takie klimaty towarzyszyły nam przez cały dzień...

po płytach z wyżłobieniami, to się akurat super jechało, nie to co latem...


korzystaliśmy z wszelkich możliwych śladów, np. po traktorze były idealne - dla mnie, bo rower jakoś trzymał się drogi... rozwiązaniem było też jechanie po nie przetartym jeszcze śniegu...


w lesie pełno było śladów zwierzyny...

Mirosławiec


a w tym hotelu musimy kiedyś przenocować... republika wyobraźni... :)

no i zobaczyliśmy też Żubry... szkoda że tylko te dwa podczas całego wyjazdu...

niby ciężka trasa, ale... ;)




okazało się, że kolce na oponie to całkiem niezły mechanizm czyszczący z wszelkiego syfu, u mnie nie był zainstalowany...


Wycieczkę zakończyliśmy w Próchnowie, gdzie spaliśmy w agroturystyce Gościnna Zagroda - no może z agro to zbyt wiele wspólnego nie miała, ale była za to bardzo cicho i spokojnie... w miarę schludnie i czysto, choć pod prysznicem nie za przyjemnie... jednak cena 30 zł za osobę była jak najbardziej adekwatna :) a że byliśmy zmęczeni, to przynajmniej się wyspaliśmy, tym bardziej że "najlepsze" dopiero przed nami :)
trasa
- DST 54.00km
- Sprzęt Ścigacz
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
Komentuj